Jest taki cykl filmów polskich ujętych w ramy pt. „Święta polskie”. Należą tu takie tytuły jak: „Miss mokrego podkoszulka”, „Biała sukienka”, „Żółty szalik”, „Długi weekend” i jeszcze kilka innych. Jako, że Polacy lubią świętować i celebrować oraz pomnażać okazje ku temuż, cykl wydaje się nie będzie miał końca. I dobrze, bo mnie się on naprawdę podoba. Te filmy są krótkie, skondensowane, na konkretny temat, a przy okazji jakże prawdziwie polskie.
Wczoraj, z okazji 15 sierpnia, czyli w rocznicę bitwy warszawskiej w roku 1920 i Wniebostąpienia Najświętszej Marii Panny czyil - Dnia Wojska Polskiego, TVP nr 1 uczciła filmem nakręconym z tejże okazji przez Sylwestra Chęcińskiego - „PRZYBYLI UŁANI…”. Rzecz o względności historii, bohaterstwa i symboli – to co kiedyś było święte, dziś, służy jako podpórka czy moneta przetargowa do mnożenia prywatnych i często bardzo przyziemnych korzyści. Prawdziwych bohaterów już nie ma, są ludzie, o tzw. czystych rękach, którzy dla Polski nie zrobili nic, dzięki temu, jak mówi jeden z młodych ulizanych polityków „mają czyste ręce” i mogą śmiało wytrzeć sobie gęby patriotycznymi hasłami i napluć w twarz, tym, którzy mieli "pecha" żyć po wojnie w Polsce, w której może było mniej świąt kościelnych, co nie znaczy, że ludzie byli gorsi.
Film z założenia jest komedią. W wiosce Osiek trwają przygotowania do odsłonięcia tablicy, upamiętniającej bytność na tymj terenie dworu ziemiańskiego oraz datę wyzwolenia wsi z rąk bolszewików. Uroczystość mają uświetnić, prócz samego wójta, także wysokie i niższe władze kościelne, władze wojewódzkie no i dobrze by było, gdyby zjawił się jakiś bohater tamtych czasów. Okazuje się, że jest na to szansa. Marian (Zbigniew Zamachowski) ma teścia, który jako chłopiec obserwował działania wojenne. Ani Marian, ani jego żona, nie wiedzą, ani ich to kompletnie nie interesuje, że ledwo żywy staruszek, którego postanawiają "wynająć" na uroczystość (oczywiście nie za darmo) faktycznie ma swoją małą tajemnicę tyczącą tamtego wydarzenia sprzed ponad 80 lat. Bo tak naprawdę, czy kogoś na świeczniku obchodzi los czy przeżycia bohaterów naszej współczesnej historii, ważne jest by przy ich pomocy celebrować i ubijać swe polityczne, i niepolityczne, interesy.
Polecam ten skromny, bardzo polski i bardzo aktualny w swej wymowie film.